gdyby kogokolwiek interesowało czy istnieję jeszcze w ogóle.
oświadczam - a owszem.
nawet całkiem nieźle mi się w mieście piernicznym wiedzie, mimo tego, że czas biegnący w tempie conajmniej zatrważająco szybkim sprawia, że moje lęki związane ze zbliżającą się sesją zaczynają się co raz bardziej kumulować. wszystkie przesłanki skłaniają mnie do wyciągnięcia jednej konkluzji (zaznaczając, że konkluzji nie może być więcej niż jedna. z logicznej zasady ;;;;;;) - nie zaliczę tego semestru. i nie chodzi mi tu o egzamin z kultury, lecz o kolokwia z logiki (zguba!) czy też literatury (królestwo, dla tego kto wytłumaczy mi o czym podczas zajęć mówi ta kobieta!). będziem się starać, pocić, łamać ołówki i przeżywać nieprzespane noce.
i ta logika... no sen z powiek mi spędza już teraz. sic!
po prawie 3 miesiącach mieszkania, intensywnego życia studenckiego, jedzenia przywiezionych z domu pierogów stwierdzam, że się jest całkiem dobrze. no studia wybrane odpowiadają jak najbardziej. zaspokajam się intelektualnie i chyba staję się mądrzejsza. myślę, że mogę to stwierdzić. biorąc pod uwagę sam fakt, że mój słownik języka polskiego rozrósł się niesamowicie.
znajomi- dobrani, wybrani, no zajebi no.
rozwijam się kulturalnie bardzo.
miłości mojego życia nie spotkałam jeszce, chociaż przeżywam zauroczenia parę razy dziennie.
to tak w skrócie. wieeelkim skrócie.
ps1 charlie chaplin moim mistrzem
ps2 no i batman
